Nie jestem miłośnikiem łowienia ryb. Przez całe życie byłem raz na rybach. I choć po piętnastu minutach szukałem drogi ucieczki, jest cała rzesza ludzi którzy mogą siedzieć kilka godzin nad wodą, nie złowić ani jednej ryby i wrócić szczęśliwym do domu.

Kiedy jako czternastoletni młodzian nie złapałem bakcyla wędkarstwa, nie spodziewałem się że kilkanascie lat później, będę na te ryby jeździł, ale nie dla swojej przyjemności, tylko dla radochy syna. Tak więc jeżdżę na ryby. Właściwie to jeżdżę posiedzieć nad jeziorem, bo sam nie używam wędki.
Żeby łowić, trzeba się znać, a żeby się znać, trzeba zdać egzamin. Ja się nie znam, to do egzaminu podejść nie mogę. Jeśli masz za mało lat, to znać się również nie możesz, dlatego zostają prywatne łowiska. Tu możesz łowić do woli, bo tu są ryby prywatne a nie państwowe.
Zauważyłem że sporo młodych ludzi siedzi sobie spokojnie i czeka aż spławik drgnie, a najlepiej zanurzy się. Taką mają zajawkę.
Podczas ostatniego pobytu poznałem właściciela łowiska. Starszy Pan Właściciel pytał mnie na co łowię i jaką metodą. Pewnie zapytałby mnie jeszcze jakiej wędki i zanęty używam, ale szybko uprzedziłem, że ja jestem tylko opiekunem i nie mam nic wspólnego z tym hobby, poza tym, że je szanuję i jednocześnie zazdroszczę świeżych ryb. Rozmowa przeszła na młodzież, która z pasją przyjeżdża i spędza cały dzień na łonie natury. Zaczęliśmy rozmawiać o tych “komputerach, tabletach i innych telefonach”, w których dzieciaki siedzą całymi dniami. Doszliśmy do wniosku, że fajnie jak młodzież oderwie się choć na chwilę od elektroniki i spędzi czas inaczej niż gra Fortnite (bo Minecraft to “jakiś przeżytek jest”) z “bambikami”. Rozmawiając z Panem Właścicielem, pomyślałem, że może gra na instrumencie będzie niezłym motywatorem do oderwania się od internetu. Być może czas poświęcony na doskonalenie umiejętności gry na instrumencie, będzie bardziej produktywny niż „bede grał w gre”?

Kolejny akapit zacznę od tego, że nie jestem przeciwnikiem kompów, telefonów i wszystkiego tego, co pozwala mi się łączyć i komunikować ze światem. Nawet ten tekst powstaje przy użyciu smartphona. Jeśli sprawdzicie Drum School w social mediach okaże się, że jesteśmy dostępni jak wszyscy na FB, ale mam też kanał z lekcjami gry na perkusji. Dostępny dla wszystkich, dwadzieścia cztery godziny na dobę i do tego za darmo.
Można zatem powiedzieć, że nie „odcinam” się i chętnie korzystam z tej formy komunikacji. Co więcej, wiem co oznaczają skróty PS4, GTA, MK, CS, choć podczas rozmów na FB nie używam ani LOL, ani XD.
Jest kilka powodów, dla których instrument muzyczny, jest mniej zachęcający niż „Fortnite” i pochodne (podczas pisania tego tekstu prym wśród gier sieciowych wiedzie już „Brawl Stars”). Po pierwsze, efekty ćwiczeń np. na perkusji, nie przychodzą tak szybko, jak w przypadku gry na PS4. Drugim ważnym aspektem jest to, że siedząc w domu, możesz połączyć się online z innymi użytkownikami np. konsoli. Inaczej jest grając na instrumencie. Efekty ćwiczenia na instrumencie, przychodzą wolniej, a żeby z kimś zagrać, trzeba wyjść z domu. Mało kto ma salę prób w garażu, bo niewiele osób ma garaż. Zatem jeśli chcemy z kim pograć, należy znaleźć osoby o tych samych zainteresowaniach, dotrzeć do nich, znaleźć miejsce na próby, umówić się, zorganizować instrumenty i zacząć grać. Pomocny będzie tutaj Facebook w znalezieniu sali oraz ludzi do grania. W mieście w którym funkcjonuję, istnieje kilka podmiotów, które wynajmują ćwiczeniówki na godziny, co może być świetnym rozwiązaniem dla osób nie posiadających swojego sprzętu a chcących zacząć, bądź spotkać się na pierwszej próbie, by zobaczyć co i jak. Granie z innymi ludźmi, to moim zdaniem naturalne przejście: z lekcji np. u nas do grania z innymi instrumentalistami.

Ale jak oderwać młodego człowieka od telefonu?
Przygoda która Wasze dziecko rozpocznie np w Drum School, może rozpocząć się od wspólnych zajęć: rodzic i dziecko grają jednocześnie na dwóch różnych zestawach perkusyjnych. Prowadzimy te zajęcia właściwie od początku naszej szkoły i mogę powiedzieć, że daje to super efekty!
Kiedy ja zaczynałem przygodę z instrumentem, internet w Polsce był popularny jak loty na Księżyc dziś. Wiadomo że Księżyc jest, ale raczej nikt z moich znajomych się tam nie wybiera. Może dziecko potrzebuje małej zachęty? Może jak zobaczy że tata ćwiczy, to również się tematem zainteresuje? Zostawiam to do przemyślenia. Na pewno warto próbować. Jeśli Wasze dziecko przejawia chęć grania, nie próbujcie tego tłumić. Nie da się zgasić płonącej iskry, która być może drzemie w Waszych pociechach.

Marcin Lewicki